Towarzyskie polowanie z imigrantem | Sokolnictwo dla początkujących

Towarzyskie polowanie z imigrantem

Łacińska nazwa gatunkowa tego ptaka łowczego to Parabuteo unicinctus, jego potoczne określenie harris zostało zaś zaczerpnięte z języka angielskiego, gdzie nosi on miano Harris’s hawk (w dosłownym tłumaczeniu „jastrząb Harrisa”). Ogólnie pośród harrisów można wyróżnić w zasadzie trzy podgatunki:
Parabuteo unicinctus unicinctus, żyjący w Ameryce Południowej i nieco mniejszy niż podgatunek z Ameryki Północnej,
Parabuteo unicinctus harrisi, żyjący w Teksasie, we wschodnim Meksyku i w większości Ameryki Środkowej,
Parabuteo unicinctus superior, żyjący w USA – w Kalifornii i Arizonie – oraz dwóch stanach w Meksyku. Niemniej istnieją wątpliwości co do uznania tego podgatunku z powodu małej próby (kilkanaście ptaków) i niejednoznacznych cech różnicujących.

Oczywiście w hodowli te podgatunki niejednokrotnie zostały ze sobą pomieszane, więc trudno określić, do którego dokładnie należą konkretne osobniki. Populacja trzymana przez sokolników w Polsce w przeważającej części pochodzi z Wielkiej Brytanii, Niemiec oraz Czech i ze Słowacji. Pierwsze harrisy trafiły do naszego kraju w 2003 r. właśnie z Wielkiej Brytanii. Według mnie można śmiało założyć, że liczba tych ptaków w Polsce obecnie wynosi kilkaset sztuk. Przyczyną sukcesu myszołowca na rękawicach sokolników jest m.in. jego dostępność. Ten gatunek dość łatwo rozmnaża się w niewoli. W polskich warunkach trzy lęgi w ciągu roku nie stanowią rzadkości, a w pojedynczym lęgu potrafi być do czterech młodych. Harrisy świetnie sobie radzą w naszym klimacie zarówno z odchowem potomstwa, jak i z życiem. Ponadto krajowe prawodawstwo sprzyja gatunkom nierodzimym, ponieważ w przeciwieństwie do tych rodzimych nie wymagają one dodatkowego zezwolenia na przetrzymywanie. Wystarczy je zarejestrować w starostwie na podstawie dokumentów otrzymanych od hodowcy przy zakupie ptaka. Gdy dołożymy do tego ogólną łatwość w układaniu, nie dziwi, że harrisy zyskały opinię dobrych dla początkujących sokolników. Ci jednak na wczesnym etapie nie dostrzegają pewnych zachowań i niejednokrotnie dają się oszukać tym ptakom.

Inteligentny mistrz współpracy
Myszołowiec towarzyski na pewno jest jedynym gatunkiem ptaka drapieżnego na świecie, który wykształcił umiejętność polowania w stadach. Podczas łowów w grupach rodzinnych harrisy potrafią się podzielić na myśliwych i nagankę – część osobników wygania króliki z danego obszaru, a pozostałe przyczajone w odpowiednich do ataku miejscach oczekują uciekającej zdobyczy. Oczywiście dzielą się potem tym, co razem upolują, zgodnie z wypracowaną hierarchią – na początku zawsze najadają się większe, silniejsze i bardziej agresywne samice. Samice harrisów ważą nawet 1,5 kg (przeciętnie ok. 1 kg), samce zaś osiągają maksymalnie 850 g (zwykle ok. 700 g). Taka różnica w wadze przekłada się również na szpony i ogólne argumenty skrzydlatych dian tego gatunku przemawiające za ich przodowaniem. Te ptaki umieją także porozumiewać się w grupie za pomocą odpowiedniego nadawania sygnałów przez wymachiwanie ogonem zaopatrzonym w biały pasek na końcu (stąd łacińska nazwa unicinctus od unus – jeden, cinctus – pas). Potrafią też w trakcie poszukiwania zdobyczy tworzyć żywe drabiny, siadając jeden drugiemu na plecach. Osobnik znajdujący się wyżej ma większy zasięg obserwacji, co jest ważne na terenach pozbawionych wysokich drzew. Taka drabinka liczy nawet kilka ptaków. Kolejną unikalną właściwością tego gatunku jest jego wyjątkowa inteligencja. Zarówno ona, jak i umiejętność współpracy wiąże się z tym, że w naturalnym zasięgu występowania myszołowce żyją w bardzo ciężkich warunkach, w których drapieżnik bez kooperacji i umiejętności myślenia po prostu by nie przetrwał.

Zbyt wygodny, zbyt wybredny
Niestety duża inteligencja tych ptaków często staje się argumentem działającym na ich niekorzyść. Gdy harris wie, że nie ma większych szans na złapanie zwierzyny, nie będzie się zbytnio wysilał. Dlatego w porównaniu z naszym jastrzębiem, który najpierw goni, a później się zastanawia, może się wydawać leniwym łowcą. W rzeczywistości woli nie marnować energii i poczekać, aż sokolnik zawoła go na rękawicę, by tam zadowolić się kęsem nagrody. I tak właśnie wychodzi na jaw, że bardzo często to myszołowiec układa sokolnika, a nie na odwrót. Stąd też bierze się ogólne przekonanie, że harris nie jest wyśmienitym łowcą i nadaje się raczej do latania rekreacyjnego lub do prac związanych z płoszeniem ptactwa na terenach zurbanizowanych, gdzie z kolei nasz jastrząb się nie spisuje. W takim podejściu tkwi ziarno prawdy, ponieważ nawet zagorzali prześmiewcy harrisa, jeżeli muszą wypłoszyć ptactwo, to mają go w swojej sokolarni (choć nieraz się do tego nie przyznają). Nieumiejętnie poprowadzony myszołowiec nie zechce polować, bo nie będzie widział takiej potrzeby, skoro może bez wysiłku przylecieć na rękawicę i również się najeść. Dlatego łowy z tym gatunkiem wymagają sporo wiedzy i samozaparcia – inaczej pozostanie to ptak wyłącznie latający. Sprawy nie ułatwia fakt, że w Polsce nie ma za dużo idealnej zwierzyny dla harrisa, jaką stanowią króliki (na które poluje np. wiele osób w Wielkiej Brytanii). W naszych warunkach w jego zasięgu znajdują się w zasadzie jedynie kaczki i bażanty (choć stary kogut już nie). Z zającem wiadomo, jak jest, a o królikach lepiej nie wspominać.

Niezaprzeczalne zalety
Harris to bardzo intrygujący gatunek ptaka łowczego. Wbrew pozorom polowanie z nim na dostępną w naszym kraju zwierzynę wymaga sporych umiejętności. Z drugiej strony świetnie nadaje się do pracy w usługach sokolniczych oraz do rekreacyjnego latania, a także na początku przygody z sokolnictwem, aby oswoić się z ptakami i poznać podstawowe zasady obowiązujące w tej dziedzinie łowiectwa. Do największych zalet myszołowca należą relatywna łatwość układania na pierwszych etapach i samo to, że ten ptak nie dziczeje zbyt szybko, co w świecie, kiedy każdy ma mało czasu, stanowi bardzo silny argument.