Po pierzeniu | Sokolnictwo dla początkujących

Po pierzeniu

Po pierzeniu
Tekst Nick Kester

Ci z was, którzy zaczęli od ptaka w pierwszym piórze, postrzegają pierwsze lato jako czas na jego odpoczynek, kiedy wrzuca się do woliery mięso i obserwuje jak rosną pióra. Przynajmniej autorzy książek chcą byśmy w to wierzyli.

Mając obsesję na punkcie zdrowia ptaka w sezonie łowieckim, książki o sokolnictwie nie podają zbyt wielu szczegółów na temat okresu pierzenia, a jeszcze mniej na temat potrzeby stosowania procesu wprowadzania w kondycję . W jednej z publikacji, która ukazała się z końcem 1960 roku sugerowano pierzenie sokołów luzem na poddaszu stodoły. Dziwne jak tradycja potrafi podważyć naukową wiedzę na temat aspergilozy oraz problemów związanych z brakiem powietrza i kurzawą. Szczęśliwie Phillip Glasier w swojej książce „Falconry and Hawking” mocno przestrzega przed takimi praktykami.

Dziś jesteśmy lepiej doinformowani – hodowla ptaków drapieżnych nigdy nie była na wyższym poziomie. Cała wiedza jaką posiadamy skierowana jest więc w stronę woliery pierzeniowej, w której stały dostęp do świeżej wody oraz poprawna dieta zapobiega zbytniemu obtłuszczeniu lub obniżeniu sprawności ptaków. Choć w lato sokolnik może poświęcić swojej rodzinie więcej czasu wcale nie oznacza to porzucenia ptaka własnemu losowi; nadal wymagają one codziennego doglądania przez wizjery. Obserwowanie ptaka po kąpieli jak czyści sobie pióra lub też po prostu jak siedzi w wolierze chroniąc się lub wykorzystując aktualną piękną pogodę, daje wiele satysfakcji. Jastrzębiowate (nie sokoły w wypadku których nie mam zbyt dużego doświadczenia) były często pierzone uwiązane w ogrodzie, a na noc z powrotem odstawiane na siedzisko bramkowe w normalnej wolierze. Nie ma w tym nic złego poza wymogiem ciągłego doglądania ptaka co z kolei wpływa na ilość czasu jaki sokolnik może spędzić z rodziną. Mam też wrażenie, że zrywanie się bez opamiętania może spowodować uszkodzenie ukrwionych piór i choć jestem pewien, że pomimo setki osób potwierdzą iż przepierzyły jastrzębia na siedzisku bramkowym to ja będę tym jedynym wyjątkiem potwierdzającym regułę. Josephine Mitchell, która przez lata polowała z jastrzębiami i miała możliwość kontaktu z najlepszym rodzajem niemieckiego jastrzębiarstwa pierzyła swoje ptaki dając im pewien element wolności w postaci użycia tramwaju. Na jednym końcu ogrodu umieszczano pałąk, a na drugim małą budkę wewnątrz której znajduje się siedzisko bramkowe, następnie pomiędzy tymi dwoma siedziskami rozpinano i naciągano drut. Na drucie znajduje się kółko, do którego z kolei przywiązuje się przedłużacz dzięki czemu ptak może latać pomiędzy oboma siedziskami wybierając tym samym wyeksponowane stanowisko z pałąkiem lub prywatne i zacienione zadaszenie budki. Josephine pamięta, że ptaki przyzwyczajały się do takiego układu bardzo szybko, rzadko się zrywając a przez to były bardziej ukrócone. Niemniej jednak dodaje, że bardzo często je odwiedzała. Warto dodać, że w latach sześćdziesiątych było o wiele mniej problemów z lisami i ciekawskimi oczami innych osób.
Rozwój wielu rodzajów wolier pierzeniowych stał się błogosławieństwem dla rodzin sokolników. Dla myszołowów rdzawosternych i harrisów woliery takie mogą mieć otwarty przód jednak nadal bym sugerował aby zabudować jej kawałek, gdzie ptak może się schować i odpocząć. Bycie non stop na publicznym widoku jest równie nieprzyjemne dla drapieżników jak dla ludzi. Przestrzegam również przed zbyt dużymi wolierami, w których spłoszony ptak nabierze zbyt dużej prędkości; wolier pierzeniowych nie należy mylić z hodowlanymi. Dla nieuwarunkowanych ptaków zaciszna woliera jest najlepszym rozwiązaniem, choć jeśli mamy możliwość zagwarantowania spokoju ptakowi wówczas warto by ptak miał możliwość obserwacji okolicy. Moje woliery graniczą z polami i posiadają wysoko małe okienko pozwalające wyjrzeć na okolicę. Jedyną irytującą rzeczą jakie ptaki mogą przez nie zobaczyć będą daleko biegające konie lub traktory. Do tego pozwalam rozrastać się żywopłotowi, który zapewnia fizyczną jak i psychologiczną osłonę za którą ptaki mogą się schować – daje im to wrażenie jakby znajdowały się w gęsto zarośniętym lesie.
Nuda jest również problemem. Samice powinny mieć materiał do budowania gniazda, a imprinta możliwość widywania swoich właścicieli. Mój stary jastrząb jak w kwietniu wchodził w kondycję tak ganiał mnie mściwie po wolierze do lata, kiedy to problem ten mijał co w szczególności było dobre kiedy wchodziło się by zebrać resztki pokarmu lub wymienić wodę w kuwecie. W wypadku ptaków nieuwarunkowanych powinno robić się to w nocy przy delikatnym świetle latarki co i tak zwykle powoduje perturbacje. Dr Nick Fox zazwyczaj wkłada do woliery również coś co może rozpraszać lub pomóc w ukracaniu ptaka. Są to na przykład puszki na sznurkach lub kawałki szmat, które będą powiewać na wietrze. To w jaki sposób przełamał strach do kobiet i koni u mojej samicy „Freya” pozostanie dla mnie tajemnicą – przecież obie te rzeczy były zbyt duże by przez całe lato wisieć w wolierze z pierzącym się ptakiem!
Wchodzenie do wolier imprintów może sprawić iż będą bardziej krzyczeć ale jedynie jeśli będą karmione z rękawicy. Pomimo tego Stuart Rossell po wyprowadzeniu się od Steve’a i Emmy Ford i przeprowadzce do USA napisał mi, iż wielu amerykańskich sokolników utrzymuje kontakt z jastrzębiami przez całe lato łącznie z karmieniem ich na rękawicy. Pisklęta i ptaki w pierwszym piórze będą krzyczeć a jedynym sposobem na ich uciszenie jest regularne polowanie, w którym łapią zdobycz. Miałem kiedyś nieznośnego krzykacza myszołowa rdzawosternego, który całkowicie ucichł w trzecim piórze doprowadzając w swoich dwóch pierwszych latach niemalże do mojego rozwodu. Podobne nadzieje kieruje na swojego obecnego jastrzębia (podobnie zresztą moja żona). Niemniej odcinając je od dostępu do siebie można tylko pogorszyć sytuację ponieważ zamknięty w wolierze ptak będzie krzyczał by zwrócić na siebie uwagę w taki sam sposób kiedy pojawisz się mu w polu widzenia.
Tony Crosswell porównuje to do zamknięcia dziecka w pokoju w ramach kary; może to spowodować całkowicie odwrotny efekt.
W tym okresie bardzo ważny jest pokarm. Zbyt często widuje jastrzębiowate, które są przekarmiane podczas pierzenia. Jim Chick kiedyś udzielił mi bardzo cennej rady na ten temat. „Co dzień rano wrzuć pokarm ale bądź równie przygotowany by chwilę później wyjąć go z powrotem”. Jeśli ptak nie przyleci po pokarm od razu, oznacza to, że nie jest dostatecznie głodny więc należy go usunąć. Z tego też powodu mam właz z szufladą na pokarm zamiast wrzutni – mogę bardzo szybko pokarm wydostać jak i włożyć. Podczas okresów dobrej pogody można zastosować jeden dzień głodówki i nie wpłynie to na ptaka w żaden negatywny sposób. Niektóre jastrzębiowate, w szczególności samice siedzące na gnieździe potrafią chomikować pokarm, więc to że znika on spod wrzutni niekoniecznie oznacza, że został zjedzony. Jeden dzień przerwy w karmieniu zachęci ptaka do zjedzenia odłożonych kawałków. Widziałem również wielokrotnie jak ptaki miały przekąski w postaci małych ptaszków które przypadkiem wpadły do woliery, a raz nawet przekąską stał się zaskroniec. Pamiętaj, że twój jastrząb, który latał w wadze 1120g przez cała zimę może teraz ważyć ponad 1344g więc masz margines bezpieczeństwa podczas pierzenia.
We wczesnym okresie letnik skarmiam dużo przepiórek. Jest to opłacalny wydatek ponieważ przyspiesza początek pierzenia niestety zarazem pozwala zbudować znaczne rezerwy tłuszczu dlatego też należy później to zredukować. Głowy królicze świetnie nadają się na kawałki mięsa do skubania ale miażdżę je wcześniej nieznacznie za pomocą młotka ponieważ słyszałem kiedyś o przypadku, kiedy jastrząb zaklinował sobie dziób łamiąc w skutek tego jego górną część. Całkiem dobrym kompromisem pomiędzy skubaniem a odżywianiem się są całe wiewiórki, w wypadku których jedną można skarmiać przez dwa dni, a do tego ma najtwardszą ze wszystkich rodzajów karmy skórę. Nie poluje na nie ale polegam na sąsiedzie, który je dla mnie łapie.
Sierpień to czas poważnych frustracji. Cała okolica wypełnia się królikami, a twój skrupulatnie odżywiany jastrząb ma już prawie w pełni stwardniałe pióra. Nadszedł więc czas by rozważyć zapoczątkowanie procesu wprowadzania w kondycję i choć jest on przez częściej postrzegany jako nieodzowny dla jastrzębi powinien być stosowany dla większości krótkoskrzydłych. Ilu to sokolników w sierpniu przeklina przekarmione harrisy i myszołowy rdzawosterne, którym podanie nawet głowy kurczaka jednodniowego wydaje się podnosić wagę?
Neil Forbes, jeden z najbardziej uznanych na świecie weterynarzy specjalizujących się w ptakach drapieżnych podkreśla, że drastyczne ukracanie jakiegokolwiek ptaka po okresie pierzenia prowadzi do stresu a to z kolei może doprowadzić do choroby. Oba te czynniki należy więc zminimalizować. Ptaki drapieżne w niewoli (podobnie jak na wolności) odkładają rezerwy w postaci tłuszczu z myślą o gorszych czasach. Na wolności zostaną one naturalnie spalone w miarę upływu czasu pozostawiając przy życiu jedynie najsilniejsze osobniki. Ptaki trzymane w niewoli by zaczęły reagować na rękawicę i wabidło, a w konsekwencji na zwierzynę konieczne jest spalenie wspomnianych rezerw tłuszczowych poprzez proces zwany wprowadzeniem w kondycję.
Dave Bowman, doświadczony jastrzębiarz, wyjaśnia jak przeprowadza ten proces. Zaczynam od karmienia wyłącznie królikiem w zmniejszających się codziennie porcjach do momentu aż ptak dostaje nie więcej niż porcję wielkości piłki do golfa. Kurczaki jednodniowe rzadko są elementem diety ptaka na tym etapie, podobnie jak to się dzieje pod koniec sezonu, kiedy to ptak pożywia się prawie wyłącznie na zdobyczach. Dave robi tak przez kilka tygodni podczas których ptak robi się coraz bardziej aktywny w wolierze pierzeniowej co pozwala przyspieszyć całość procesu. W tym czasie bardzo ważne jest by ptak miał dostęp do świeżej wody ponieważ będzie częściej pił, w szczególności jeśli lato jest gorące.
W czasie ostatnich dwóch lub trzech tygodni, jeśli dokonałeś poprawnej oceny ostatnie oporne sterówki powinny stwardnieć w wyniku czego można zacząć myśleć o wyjęciu ptaka z pierzenia. Łapię je zawsze w nocy – mówi Dave. Następnie pozostawiam w wolierze spętaną i przywiązaną na krótko do pałąka usunąwszy wcześniej wszystkie pozostałe siedziska. Jeśli kapturzysz swojego krótkoskrzydłego to teraz jest właśnie na to czas.
Przez następnych kilka dni należy odwiedzać ptaka, karmić królikiem i dać mu się oswoić do bycia spętanym wyłączając inne atrakcje. Należy pamiętać, ze kuweta z wodą nadal jest bardzo ważnym czynnikiem. W miarę zbijania wagi, ptak będzie tolerował obecność sokolnika przez coraz dłuższy czas ukracając się tym samym coraz bardziej. Wkrótce będzie już oczekiwać na twoją wizytę i wskoczy na rękawicę by zjeść. Jest to już czas by wziąć ją na zewnątrz, a reszta jak to mawia Dave to już historia.
Andy Reeve jako osoba odpowiedzialna za trzymanie ptaków w Whipsnade ZOO w Anglii dodał jeszcze to tego programu samoukracanie. Podobnie jak Dave wchodzi do wolier tylko na karmienie ale dodatkowo ptaka wprowadzanego w kondycję wystawia na kąpiel słoneczną. Należy tu wspomnieć, że ptak czerpie kąpiel w specjalnej wolierze okrytej siatką maskującą. Dzięki temu ptak ma wrażenie jakby siedział w koronie drzewa co uspokaja go i daje pewne zabezpieczenie przed światem zewnętrznym.
Kiedyś odebrałem od Andiego jastrzębia po procesie wprowadzania w kondycję, który po złapaniu w wolierze pierzeniowej zaczął jeść na rękawicy kolejnego dnia. Muszę się również przyznać do kilku sukcesów i porażek z innymi ptakami jakie miałem ale dzięki rozmowie z ekspertami już nigdy więcej nie popełnię dawnych błędów dzięki czemu moje ptaki będą zawsze gotowe na czas.