Po amerykańsku jeszcze raz - polowanie na preriokury | Sokolnictwo dla początkujących

Po amerykańsku jeszcze raz - polowanie na preriokury

Preriokury z wysokiej pustyni - Charles H. Schwartz
Jest koniec stycznia na wysoko położonych pustyniach w stanie Idaho; mamy chłodne, sobotnie popołudnie. Tom Hopkins i ja stoimy na podłużnym wybrzuszeniu tworu wulkanicznego po środku pustkowia wielkości tysięcy hektarów skał pokrytych śniegiem i porośniętych gdzieniegdzie krzewami. Widać szczyty pasma gór Teton w Wyoming ponad sto kilometrów dalej na wschód. Podział kontynentu przechodzi przez horyzont pozostawiając nieopodal hrabstwo Lemhi, Lost River oraz Pioneer ranges. Przejrzyste powietrze, olbrzymie przestrzenie i wszechobecna cisza spotykają się tu pod lodowo niebieskim zimowym niebem. Jesteśmy całkowicie sami.

„Pies stoi!” wykrzyknął Tom opuszczając lornetkę i podnosząc rękę. Zacząłem się rozglądać się usiłując odróżnić czarno-białego psa na tle podobnego śniegu i krzewów. Ogarniała mnie duża ciekawość tego co się miało wydarzyć. Zauważyłem wyciągniętą rękę Toma i gwizdnąłem dwa razy gwizdkiem. Trzysta metrów dalej Mac ruszył do przodu ujawniając swoją pozycję.
„Mam go” krzyknąłem
Głowa, plecy i ogon Maca formowały idealnie prostą linię jakby niewidoczny stolarz przyłożył prostą kantówkę do jego kręgosłupa. Choć jego przodkowie pochodzą ze Szkocji to jak na pointera przystało wie doskonale jak poradzić sobie z amerykańskim preriokurem. Jego praca to bezwzględne wyszukiwanie i niezawodne wystawianie zwierzyny, dzięki czemu nie błąkamy się po tych terenach jak ociemniali.
„Co myślisz?” – zapytał Tom
„Minęła już chwila odkąd go zauważyliśmy więc prawdopodobnie stado powoli wycieka”, odpowiedziałem, dodając po chwili „ prawdopodobnie będą łatwo się zrywać. Puśćmy więc najpierw Jalada, żeby je przycisnął do ziemi, a następnie podejdźmy by pomóc psu”
Rozciągnąłem rzemyki na skórzanym karnalu i powoli zdjąłem go z głowy sokoła. Jego czarne oczy zarejestrowały wszystko w kilka chwil. Podniosłem tą dużą samicę hybrydy sokoła wędrownego z białozorem w górę, po czym ptak otrzepał się oraz w zniecierpliwionym ruchu rozpostarł skrzydła.
„Patrz na Jalada, Tom” powiedziałem.
Zagwizdałem dwa razy, po czym Mac ruszył się do przodu kolejny metr. Sokół kuknął głową dwa razy w jego kierunku skupiając na nim całą swoją uwagę. Ptak zdawał się odczuwać podniecenie machając skrzydłami do startu zarazem wczepiając się szponami swoich wielkich żółtych łap w rękawicę. Wydawało się jasne, że samica rozumiała co ma się wydarzyć. Spostrzegłem błysk w oku Toma, kiedy ptak opuścił rękawicę wzbijając się w chłodne, czyste powietrze.
W większości zachodnich stanów sezon łowiecki jest wydłużany dla sokolników. Te specjalne uwarunkowania dają świetne warunki do polowania na preriokury z dużymi sokołami i różnymi rasami psów myśliwskich. Władze tych stanów rozumieją, iż sokolnictwo zapewnia wysokiej wartości rekreację nie powodując w zasadzie żadnych negatywnych skutków dla środowiska.
Ograniczenia polowania z sokołem nie pozwalają osiągać takich wyników jak myśliwemu z bronią ale za to sezon łowiecki jest dla tych pierwszych dłuższy rozciągając się często na całą zimę. Można by sobie zadać pytanie „Po co się tym zajmować?” skoro przeciętnie udaje się upolować jednego preriokura dziennie. Odpowiedź sprowadza się do podstawowego elementu każdego poważnego polowania: jakości.
Wraz z Tomem obserwowaliśmy jak sokół leci w kierunku psa utwierdzając nas tym samym w przekonaniu, że wie co się niedługo stanie. Jeśli pies poruszy się a preriokury zerwą do lotu, polowanie przekształci się w lot pościgowy którego efektem będzie wyciągnięcie sokoła poza pole naszego widzenia. Jednak Mac wytrzymuje nie poruszywszy się kiedy Jalad przelatuje nad jego głową. Ptak ten nigdy nie ogląda się za siebie i niedoświadczona osoba mogłaby pomyśleć, że zamierza dotrzeć do Montany przed zmrokiem. Tymczasem osiemset metrów dalej robi szeroki łuk i bardzo szybko wraca cały czas nabierając wysokości.
„A co z Bonnie?” zapytał stojący na jej smyczy Tom schylając się by ją podnieść. Pomarańczowo-biała suka drżała z ekscytacji na dźwięk własnego imienia co dało się wyczuć na sprzączce z mosiądzu. Tom uśmiechał się do siebie widząc jej gotowość.
„Jasne, czemu nie? Potwierdzi stójkę i pomoże w wypadku pojedynczego preriokura” i tak oto Tom wypiął ją z otoku, a suka wystartowała jak wystrzelona z procy. Teraz nasz wkład był kompletny. Tylko sokolnicy potrafią założyć, że mają kontrolę nad tak niepewnymi sytuacjami jak ta.
Rozeszliśmy się by obejść małe rozlewisko dzielące nas od Maca podczas gdy Jalad nabierała wysokości w równych okręgach nad naszymi głowami. Obecność sokoła w powietrzu alarmuje nerwowe preriokury zmuszając do pozostania w ukryciu w miarę jak my przedzieramy się przez skały i krzaki zwalniając jedynie, kiedy ptak odchodzi w bok.
Praca i pokazanie stójki przez psy, wypłoszenie zwierzyny w odpowiednim momencie i pikowanie sokoła są jednakowo potrzebne do udanego polowania. Chwile oczekiwania wiodące do niesamowitego przedzierania się drapieżnika przez powietrze są dla sokolnika wiecznością. Wszystkie myśli o przeszłości i przyszłości zanikają zatrzymane przez zamarłe w bezruchu pointery i ukrytego preriokura. Sokolnicy rozkoszują się tą chwilą starając się zarazem nie zaburzyć delikatnego balansu bijących serc. Daje się wręcz wyczuć delikatną nić połączenia sokolnika z preriokurem poprzez psy oraz doświadczyć bezkresu pustyni i ponadczasowości polowania.
Tom jest młodszy więc jego wizja polowania jest bardziej dosłowna niż moja. Jego głowa była odwrócona do tyłu w miarę jak obracał się dookoła zasłaniając oczy jedną z rąk. Sokół znajduje się gdzieś wysoko ponad nami. Chicho podszedłem na szczyt wzgórza, z którego zobaczyłem najpierw Bonnie. Stała na opuszkach łap z wysoko podniesioną kufą i ogonem. W przeciwieństwie do Maca jej przodkowie pochodzą z Ameryki. W żyłach tego pointera nie płynie szkocka krew!
„Stój piesku!”
Jej wysoko ułożony podbródek mówił mi, że Mac i preriokur znajdują się trochę dalej. Zauważyłem jego biały ogon wystający z zarośli jakieś 30m dalej. Pies powoli dociągał za wyciekającą zwierzyną z głową przechyloną lekko w jedną stronę. Ma go! Tom wskazał palcem w niebo ale nie mogłem znaleźć Jalada. Potrząsnąłem głową i cicho wskazałem najpierw na Bonnie a później na Maca. Tom potwierdził również skinięciem.
Uspokoiłem Bonnie dobrym słowem i pogłaskaniem po głowie, po czym podkradłem się powoli do Maca. Tom obserwował niebo a jego oczy przygotowywały się do śledzenia pikowania sokoła. Mac zadrżał, kiedy nachyliłem się by go pogłaskać. Odwróciłem się i cofnąłem kawałek podnosząc ręce do gestu nakazującego psom wypłoszenie zwierzyny, a głowę odchyliłem do tyłu by móc obserwować co się dzieje na niebie. Nagle usłyszałem odgłos i zobaczyłem jak tuzin preriokurów startuje do lotu nabierając przyspieszenia.

Polowanie na preriokury z dużymi sokołami jest jednym z najwspanialszych wyzwań amerykańskiego sokolnictwa. Tereny łowieckie są często mocno oddalone i rozległe oraz zawsze zapierające dech w piersi. Ogromne tereny wymagają sprawnych i znakomicie ułożonych psów, najlepiej pointerów lub seterów, które będą w stanie wystawić tę wymagającą zwierzynę. Ze względu na swoją wielkość preriokury są trudną zwierzyna, a w zimie znajdują się u szczytu swoich możliwości. Dorosły samiec preriokura waży dwa razy więcej niż największy sokół czy jastrząb włączając w to białozora i niejednokrotnie słyszano o śmiertelnych w skutkach kolizjach z nimi w powietrzu. Odporność i szybkość preriokurów w zimie bywają często nie do uwierzenia. Kuraki te potrafią często zapaść w jednej chwili by w następnej wznowić ucieczkę i pozostawić sokoła w tyle. Zdeterminowany sokół może gonić swoją ofiarę nawet przez kilka kilometrów. Z powodu rodzaju tego polowania preferowanymi ptakami łowczymi na te warunki są mocno uderzające białozory lub ich hybrydy.

Stado odleciało na 100m zanim zobaczyłem jak Jalad przedziera się przez niebo ze skrzydłami na wpół zwiniętymi po czym spod spodu brutalnie wbija się w uciekające ptactwo uderzając w ostatniego koguta. Preriokur kręcąc się w powietrzu bezwładnie spada na pustynną ziemię. Jalad zaznacza miejsce uderzenia po czym wyciągając szpony kieruję się w dół.
Sokół siada na swojej nagrodzie kiedy ja wraz z Tomem pozostajemy na miejscu. Psy spoglądają na nas nerwowo w obie strony jakby chciały dać znać, że preriokur może wyskoczyć w górę w każdej chwili. Wraz z Tomem już kilka razy doświadczyliśmy takich sytuacji i oboje wiemy, że koniec można ogłosić dopiero kiedy nastąpi, więc pozostaliśmy na swoich pozycjach. Za kilka minut Jalad wskoczyła na czubek niedalekiego krzaka. Wziąłem więc psy na otok i podeszliśmy w stronę miejsca, w które spadła zdobycz. Psy się zatrzymały wskazują dziwne wgłębienie w śniegu. Ten miniaturowy krater otoczony był tropami pozostawionymi przez sokoła.
Wyszeptałem „Tom, tylko spójrz na to.”
Tom szeroko się uśmiechnął i zaczął pokazywać gestami, że wskoczy w ów miejsce usiłując złapać potrąconego kuraka ale nim zdążyłem go powstrzymać preriokur wyskoczył w niebo pozostawiając za sobą smugę śniegu. Jalad bez najmniejszych szans udała się w pościg za nim ale ten był zbyt silny i bez większych problemów tym razem uciekł swojemu wcześniejszemu oprawcy.
To powiedział „A byłem pewien, że go zabiła”
„Taaa, ja też. Ale to są zimowe preriokury i one wiedzą jak wykorzystać śnieg. Ten kogut nie był nawet ogłuszony. Po prostu zważył swoje szanse i wybrał głęboką zaspę zamiast próby wyścignięcia sokoła z przewagą wysokości. My, podobnie jak Jalad uwierzyliśmy w łatwą zdobycz co okazało się zgubne”
„Niesamowite!”
Obserwowaliśmy jak sokół macha skrzydłami i nabiera wysokości w nierównych okręgach szukając zarazem komina termicznego jakieś ćwierć kilometra od nas. W końcu ptak rozpostarł ogon i skrzydła uczepiając się delikatnego zimowego prądu termicznego. Samica mogła teraz odpocząć w miarę jak my szukaliśmy kolejnej potencjalnej zdobyczy. Kiedy już puściliśmy psy dając im sygnał gwizdkiem, ptak był już jak krążący pyłkiem na niebie dryfującym na południe. Obróciliśmy się i podążyliśmy za psami kierującymi się w północny wiatr.

Polowanie z dużymi psami z grupy legawych na odludnych obszarach Nevady w środku zimy nie należy do zajęć bez ryzyka. Jeśli pies się zgubi wówczas nikt nie będzie w stanie mu pomóc. Pies rasy krótkowłosej pozostawiony na noc w temperaturze poniżej zera może umrzeć z wychłodzenia lub w najlepszym wypadku zostać odzyskany z poważną hipotermią.
Samotny sokolnik również jest narażony na ryzyko. Mocne uderzenie w zastygły i wyszczerbiony twór z lawy wulkanicznej może być katastrofalny w skutkach. Skręcona kostka lub złamana noga może oznaczać bardzo długie czołganie się z powrotem do samochodu. Burze śnieżne późnym popołudniem również mogą być mocno dezorientujące pozostawiając w odcięciu po ciemku psa, ptaka czy sokolnika. Pamiętam jak kiedyś mój sokół wdał się w pościg za preriokurem we mgle. Podążyłem za nią wraz z psami i w końcu przywołałem z tej „zupy” na rękawicę. Jednak wówczas mgła się tak zaciągnęła, że jedyny sposobem na odnalezienie samochodu było podążanie po zostawionych wcześniej własnych śladach. Psy były już na miejscu i czekały na mnie.
Kiedy poluje się na nieznanym obszarze doświadczeni sokolnicy często używają obroży z nadajnikami telemetrii na swoich psach. Te „elektroniczne” smycze nie tylko pokazują gdzie jest pies ale zarazem co robi – czy wystawia czy biegnie. Telemetria potrafi być znakomitym zabezpieczeniem podczas samotnego polowania. Niejednokrotnie zostawiałem włączony nadajnik na dachu samochodu przed wyruszeniem na poszukiwania nieobliczalnego ptaka. Użyteczność takiego postępowania można o wiele bardziej docenić po zmroku. Co najważniejsze telemetria uwalnia współczesnego sokolnika od ograniczeń jakimi było uwikłane dawne sokolnictwo. Można dzięki niej teraz pozwolić zarówno psom jak i ptakom odkrywać swoje możliwości ograniczone jedynie predyspozycjami genetycznymi bez strachu o utratę swoich podopiecznych. To właśnie ten fakt połączony z łatwym dostępem do hybryd białozora oraz ogromnych połaci ogólnodostępnych łowisk napędza ewolucję amerykańskiego sokolnictwa związanego z polowaniem na preriokury.

Wraz z Tomem podążaliśmy za psami na północ przez głęboki śnieg zostając coraz bardziej w tyle. Psy wyglądały jakby przepływały nad grzbietami wzgórz z zamiarem zniknięcia nam z pola widzenia. W tym samym czasie gdzieś dalej z wiatrem Jalad nabiera wysokości obserwując nas swoim doskonałym wzrokiem i choć nie daje się jej dostrzec ufamy, że tam jest.
Kolejny grzbiet wznosi się przed nami jak duża ciemna opuchlizna ponad morzem śniegu i krzewów. Po wspięciu się na szczyt zadęliśmy w gwizdek. Kiedy ja rozglądałem się za psami, Tom wyciągnął spod ramienia odbiornik i zaczął składać antenę kierunkową. Bonnie całkiem dobrze radzi sobie z pokazywaniem się co jakiś czas, a jeśli tego nie robi zazwyczaj oznacza to ,że wystawia zwierzynę. Uważaliśmy by nie wyjść przed psy. Tom w miarę obracania się w koło nasłuchiwał statycznego syku telemetrii. Odbiornik nagle wydał piknięcie, kiedy antena została skierowana na północ.
„Mac coś wystawia” – powiedział
„A co z Jalad?”
Tom przestawił przełącznik, dostroił częstotliwość i skierował antenę w niebo. W tej samej chwili dało się usłyszeć mocne pulsujący sygnał z nadajników na sokole.
„Wprost przed nami” powiedział odchylając głowę do tyłu podczas przeszukiwania nieba ale nawet jego oczy nie były w stanie dostrzec sokoła.
„Odnajdźmy Maca i Bonnie” odparłem dodając „Jalad poczeka”.
Tom dostraja ponownie odbiornik aż do złapania mocnego sygnału z obroży Maca. Namierza sygnał i wybiera punkt, w kierunku którego się udajemy odczytując coraz mocniejszy sygnał. Oba psy wystawiają coś tuż za wzniesieniem.
„Co teraz?” mówi Tom przywdziewając swój drapieżny uśmiech
„Zróbmy to razem” odpowiedziałem „Ja zajmę się psami a ty wypłoszysz zwierzynę i razem zobaczymy co się będzie działo”
Podkradłem się do psów w miarę jak Tom podchodził zwierzynę obszukują śnieg dookoła siebie. Jego pewność zdawała się nakłaniać mnie do krzykniecia „Hej!” i wówczas jak to zawsze bywa zwierzyna wyskakuje zewsząd tylko nie z miejsca, z którego się można było spodziewać. Nasze głowy odchyliły się w tym samym momencie by nasłuchiwać i czekać na pojawienie się Jalad na niebie. Wypłoszone preriokury nabierały wysokości oddalając się jak gdyby nigdy nic nie miało się wydarzyć aż nagle narastający świst rozdziera powietrze.
„Nadlatuje” krzyknął Tom „Tam!”
Biały pikujący klin mięśni i piór ważący 1,3kg z niesamowitą prędkością mknął ku ziemi, podczas gdy obserwowaliśmy jak wypłoszona ofiara usiłuje uciekać. Jalad dwukrotnie obróciła się w powietrzu aby skierować pikowanie w stronę zdobyczy mknąc ku niej z zabójczą determinacją. Po chwili dobiegł naszych uszu potężny odgłos uderzenia, a naszym oczom ukazał się widok spadającego przepióra. Jalad odbija w górę zaznaczając miejsce strącenia ofiary, po czym ostrożnie kieruje się na śnieg będąc przygotowaną na kolejne sztuczki kuraka. Takowe jednak się nie pojawiają, a kiedy docieramy do niej to pierś ofiary jest już opiórowana.
Psy zaczęły węszyć dookoła przepióra i kiedy zbliżyły się do sokoła siedzącego na nim usłyszały syk Jalad. Tom musiał coś powiedzieć. Podobnie jak mi ten obraz również mu utkwił w pamięci.
„Niesamowite….”
„Ano..” Odpowiedziałem. Cóż innego mógłbym powiedzieć?
Tom zajął się psami, kiedy ja karmiłem sokoła dając jej naturalną nagrodę za wysiłek i udany atak w postaci pełnego wola ciepłego mięsa. Pozwoliłem jej zjeść obie nogi i serce ofiary. Mięso z piersi zostawiłem dla nas na obiad.
Kiedy zbieraliśmy się do powrotu do samochodu z psami na otoku i sokołem cięższym o pół kilograma przystanęliśmy na chwilę aby rozejrzeć się po zaśnieżonej okolicy. Dwa pionowe słupy rozproszonego światła, jakby złamane kawałki tęczy, podpierały popołudniowe słońce, zmiękczając kryształową jakość powietrza jak odległe wielokolorowe ognie.

Pustynia o tej porze roku i dni ma w sobie coś z szorstkości Arktyki; wydaje się jakby atmosfera miała za moment zamarznąć. Poza tymi magicznymi krajobrazami na południe rozciąga się równina Snake River nieskalana drogami, ogrodzeniami czy też ludzkimi osiedlami. Słychać szczekanie kojota, kiedy siedem przepiórów mija nas w drodze na miejsce noclegu. Obserwujemy to wraz z Mac i Bonnie, kiedy to przenikające zimno i myśli o zbliżającym się obiedzie przeważają nad rychłą decyzją powrotu do domu.