Mam pytanie do kolegów polujących.
Czy jesteście w kole, czy polujecie na zasadzie niezrzeszonego?
Jak to wygląda i co polecacie?
W chwili obecnej nie jestem członkiem PZŁ. Jako absolwent szkoły leśnej, mógłbym bez stażu załatwić tą sprawę, ale jak to w naszej rzeczywistości róznie ludzie na to patrzą.
Drugi powód jest taki, że trudno znaleźć koło które chce przyjąć nowego bez "koneksji".
W kole czy niezrzeszony ?
- Mbartnik
- młodszy sokolnik
- Posty: 280
- Rejestracja: śr sie 27, 2008 9:32 pm
- Lokalizacja: Wzgórza Strzelińskie
- Kontakt:
Tak jak są różni ludzie, tak i z kołami są przegięcia w obie strony.
Dobrze jest mieć przyjazne stosunki z kołami na terenie których się przebywa. U mnie mam komfory o tyle, że ludzie w kołach są otwarci na nowości, ale kolega ze śląska ostatnio uświadomił mnie, że koło z jego terenu jest mu wybitnie nieprzychylne.
Wydaje mi się, że w momencie w którym przeciętny "strzelający myśliwy" uświadomi sobie, że sokolnik w kole nie oznacza pacyfikacji całej drobnicy w przeciągu jednego popołudnia, zmienia się diametralnie jego podejście do tematu. Przynajmniej u mnie tak to działa. Najpierw edukacja, a potem pokazanie w praktyce na czym to polega.
No ale jak wiadomo są ludzi i taborety i jak komuś się trafi taboret to zostaje tylko siekiera, albo omijać jak największym łukiem.
Podsumowując: przynależność do koła - zdecydowanie TAK (niekoniecznie tylko do jednego), ale pod warunkiem, że najpierw poznamy kolegów i zwyczaje ponujące w danym kole, no i oczywiście damy się poznać i pokażemy nasz sposób polowania innym myśliwym.
Dobrze jest mieć przyjazne stosunki z kołami na terenie których się przebywa. U mnie mam komfory o tyle, że ludzie w kołach są otwarci na nowości, ale kolega ze śląska ostatnio uświadomił mnie, że koło z jego terenu jest mu wybitnie nieprzychylne.
Wydaje mi się, że w momencie w którym przeciętny "strzelający myśliwy" uświadomi sobie, że sokolnik w kole nie oznacza pacyfikacji całej drobnicy w przeciągu jednego popołudnia, zmienia się diametralnie jego podejście do tematu. Przynajmniej u mnie tak to działa. Najpierw edukacja, a potem pokazanie w praktyce na czym to polega.
No ale jak wiadomo są ludzi i taborety i jak komuś się trafi taboret to zostaje tylko siekiera, albo omijać jak największym łukiem.
Podsumowując: przynależność do koła - zdecydowanie TAK (niekoniecznie tylko do jednego), ale pod warunkiem, że najpierw poznamy kolegów i zwyczaje ponujące w danym kole, no i oczywiście damy się poznać i pokażemy nasz sposób polowania innym myśliwym.