Przydałoby się coś na rozluźnienie atmosfery oprócz bardzo zabawnego postu "michciaka"
Przygody z drapolami.
Najwieksza kolonia pustulek w Polsce skladala sie z ponad 20 ptakow, zasiedlily stara kolonie gawronow.
Przykladowo tutaj http://www.pwg.otop.org.pl/obs3.php
Osobiscie widzialem w niemczech, kilkunasto pustulkowa kolonie, zreszta pisza nawet o tym w ksiazkach.
Przykladowo tutaj http://www.pwg.otop.org.pl/obs3.php
Osobiscie widzialem w niemczech, kilkunasto pustulkowa kolonie, zreszta pisza nawet o tym w ksiazkach.
W Litwie ,w Klajpedzie puslulki zamieszkuja tez nieduzymi koloniami na uboczach miasta.Nisus pisze:Najwieksza kolonia pustulek w Polsce skladala sie z ponad 20 ptakow, zasiedlily stara kolonie gawronow.
Przykladowo tutaj http://www.pwg.otop.org.pl/obs3.php
Osobiscie widzialem w niemczech, kilkunasto pustulkowa kolonie, zreszta pisza nawet o tym w ksiazkach.
- jarek
- młodszy sokolnik
- Posty: 230
- Rejestracja: pt lut 18, 2005 2:26 pm
- Lokalizacja: Podebłocie
- Kontakt:
Powoli, wyluzujcie
Przecież to są podstawy ekologii... Jeśli jest dość "żarcia" to organizmy się kumulują (ptaki także). Na obfitych w pożywienie terenach (miasta, lotniska) pustułek będzie więcej, na ubogich w pokarm mniej... Przecież nawet bieliki gniazdują w "koloniach" na małych wyspach, gdzie pożywienia jest w bród a miejsca mało. Jestem więc w stanie uwierzyć w 7 pustułek, ale w wędrowne które wyprowadziły 5 młodych już jakoś nie... Trzy młode zdarzają się często, cztery rzadko, a pięć to już dla mnie fantastyka z górnej półki... Ale jak już wspomniał Adam - jak zobaczę zdjęcia to uwierzę.
Nie czytałem tego tematu od przeszło tygodnia i nieźle się uśmiałem nadrabiając zaległości w lekturze komediodramatu w 7 odsłonach(stronach). Spróbuję zmienić temat, bo powtarzacie się koledzy ciągle jakby to " M jak miłość" była.
Ja zaraz wybieram się w pole z moim dziobakiem po 9 dniach siedzenia na berle(wyjazd miałem
). TO PACHNIE PRZYGODĄ ! W razie draki jutro mogę się urwać z robory.
Che, che.
Już mam motyle w brzuchu.
Ja zaraz wybieram się w pole z moim dziobakiem po 9 dniach siedzenia na berle(wyjazd miałem
Che, che.
Już mam motyle w brzuchu.
-
M.Kamińska
- początkujący
- Posty: 97
- Rejestracja: śr sty 09, 2008 9:58 am
- Lokalizacja: Gdynia
Już wróciłem. Wszystko w normie. Sokół skrzeczał jak po niego szedłem i waga była w normie, więc lepszych prognoz nie ma. Chciałem szybko skończyć latanie, bo po takiej przerwie myślałem, że Dziamdziol szybko się zasapie. Nic z tych rzeczy. Paweł, Ty z nim na pewno nie latałeś? :lol:
Co do konkursu to nie latawcuję mojego sokoła, ale chciałbym na konkurs pojechać i popatrzeć. Niestety w ten sam weekend mam zlot w Tucholi.
:sad: :sad: :sad:
Co do konkursu to nie latawcuję mojego sokoła, ale chciałbym na konkurs pojechać i popatrzeć. Niestety w ten sam weekend mam zlot w Tucholi.
:sad: :sad: :sad:
- Nowogrodzki
- sokolnik
- Posty: 662
- Rejestracja: śr lis 14, 2007 8:33 pm
- Lokalizacja: Tuchola
- Kontakt:
Wypuściłem latawiec pod chmury. Dziś to było łatwe , bo pułap chmur sięgał ok. 300 m. Mokro, delikatny deszczyk. Tosia(samica Lannera z tego roku) otrzepała pióra z lekkim obrzydzeniem. Po zdjęciu kaptura rozejrzała się, ruszyła. Poszłaaa… i zaraz wróciła, usiadła na torbie i rozdarła dziób.
Nie bardzo zrozumiałem, ale było tam coś o deszczu, jej mokrych piórach i tym co mogę sobie zrobić z żarciem zawieszonym na 250 m. Udałem, że nie słucham. Podałem rękawicę i druga próba. Znowu otrząsnęła pióra, leci…Nie patrzę, żeby nie zapeszyć. Zawróciła, sprawdziła czy mam coś w rękach, rozczarowana szukała miejsca, żeby przysiąść, ale nie, obrała kierunek w górę. Nie szukała prądów, pod latawiec i „wiosłowała” aż dopadła. Niby pogoda „kapuściana”, ale miły dzień-ptak syty na rękawicy, jeszcze tylko zwinąć latawiec i do sokolarni. Muszę popracować nad jej słownictwem, bo to co wyskrzeczała, nie uchodzi powtarzać.
Nie bardzo zrozumiałem, ale było tam coś o deszczu, jej mokrych piórach i tym co mogę sobie zrobić z żarciem zawieszonym na 250 m. Udałem, że nie słucham. Podałem rękawicę i druga próba. Znowu otrząsnęła pióra, leci…Nie patrzę, żeby nie zapeszyć. Zawróciła, sprawdziła czy mam coś w rękach, rozczarowana szukała miejsca, żeby przysiąść, ale nie, obrała kierunek w górę. Nie szukała prądów, pod latawiec i „wiosłowała” aż dopadła. Niby pogoda „kapuściana”, ale miły dzień-ptak syty na rękawicy, jeszcze tylko zwinąć latawiec i do sokolarni. Muszę popracować nad jej słownictwem, bo to co wyskrzeczała, nie uchodzi powtarzać.
-
JoHn DuMbaR
- sokolnik
- Posty: 1867
- Rejestracja: czw wrz 08, 2005 2:52 pm
- Lokalizacja: South Dakota