Po dłyższej przerwie spowodowanej min pielgrzymką na łowy i kiepską pogodą, dziś udało się polatać jak trzeba.
Rano padał deszcz i chmury dosłownie szorowały po ziemi, popołudniu udało się znaleść okienko w chmurach, wiatr słaby, w sam raz.
Zajechałem na torfowisko, pierwszy samiec lata.
puściłem psa i zaraz coś znalazł, rozkapturzyłem samca ale bekas nie utrzymał i poleciał, ale samiec nic sobie z tego nie robił. Już nie gania wszystkiego jak wariat.
Wystartował, poszedł prosto ok 250m zatoczył półkole i zpowrotem, od razu na pozycję na ok 100m.
Suka w międzyczasie znów stójkę zrobiła, samiec latał ciasne kółka nad nami.
Kiedy był na dobrej pozycji ruszyłem psa i bekas wyskoczył z charaktrystycznym skrzeczącym głosem. Samiec pionowy atak, mocno pompował, wyprostował lot zaraz za bekasem i złapał go w powietrzu. Poleciał ok 150m i usiadł na ziemi. Zjadł go szybko i dopełniliśmy wole kurczakami.
No nieźle, czas na samicę, waga ok 890g.
Trochę zaczeło kropić więc pojechałm na sąsiednie torfowisko pod wiatr, już było sucho.
Wrzosowisko tu rozciaga się na 3km i ok 700m szerokie.
Puściłem psa ale tam jest trochę większa pokrywa więc bekasów wyrażnie mniej, ale po jakimś czasie suka zaczeła wyrażnie coś dociągać wąskim szlaczkiem. Rozkapturzyłem sokolicę i jak to ona poszła prosto z kaptura. poleciał prosto za dwoma krukami, ale zatoczyła nad nimi koło i wróciła na ok 150m i zaczeła się wznosić dość ciasnymi kręgami. Pies tymczasem coś czując dociagał już ponad 100m i nic. Idziemy dalej i nie ma stójki. Samica nie przestaje pracować nawet na moment, jest w niższej wadze i głodna więc pompuje ostro. Wyszła na jakieś 600m i ciągle na wznoszeniu, stójki nie ma.
Wyrzuciłem gołębia, sokół zaczął atak i zajeło to z 15 sekund zanim pionowo doszła gołębia, od 150m już słychać szum skrzydeł
Wyprostowała lot i trach gołąb oberwał i spadł na ziemię. Zjadła pełne wole. Dobry trening.
Jutro znów ma wiać i lać więć ptaki do pełna po dobrych lotach.
Chwal Ćwik

